Są takie filmy, których nie sposób z siebie wytrząsnąć. Nie wiedzieć kiedy, odciskają emocjonalne piętno. Podprogowo przemycają treści, których znaczenie umyka słowom, a jednocześnie jest na tyle klarowne, że aż niemożliwe do zignorowania.
Nie lubię takich filmów.
Mam wrażenie, że dają sobie prawo do przenikania mojego ciała i umysłu, nie pytając o zgodę. Po wyjściu z kina jestem pełna pretensji, a najgorsze w tym uczuciu jest to, że nie ma nikogo, do kogo mogłabym tę pretensję skierować.
Nie wiem nawet, czy to, co zobaczyłam na ekranie, było jakkolwiek bliskie temu, co reżyser chciał przekazać.
Nie mam pojęcia, czy moje interpretacje zostały skomponowane uważnym śledzeniem scen, czy stanowią dopowiedzenia pomiędzy nimi.
Gubię się, bo nie potrafię oddzielić autorskiej projekcji, od właściwego seansu.
Można byłoby powiedzieć, że przecież kino zawsze tak działa.
A jednak… Nie. Przeważnie wiem, co mi się podczas oglądania filmu przytrafiło. Tym razem, czuję głównie bunt i niechęć.
Czemu? Co takiego jest w Aftersun, że spotkanie z nim, okazuje się dla mnie trudnym doświadczeniem?
Wydaje mi się, że chodzi o matrycę rozpaczy, na której zbudowana została cała opowieść.
Ta rozpacz nie jest w pełni jawna, ale obecna przez całe 90 min trwania filmu, będącego zapisem wakacji młodego ojca (Calum) i jego nastoletniej córki (Sophie).
Z jednej strony, śledzimy ich wspólny wyjazd, którego celem jest dobra zabawa i zacieśnianie więzi.
Z drugiej strony, towarzysząc im, nie możemy się odprężyć. Jesteśmy podtruwani niepokojem.
Tak jakby za chwilę coś miało się wydarzyć. Tak jakby Calum nurkując, miał się nie wynurzyć z powrotem na powierzchnię wody. Tak jakby odcinając gips, miał zaraz podciąć sobie żyły. Tak jakby tragedia czaiła się niemalże za każdym rogiem.
A w tym wszystkim Turcja, lata 90. Walkmany, kamery na kasety i inne przebrzmiałe cuda technologii.
Jeśli sentyment to gorzki, jeśli szczęśliwe wspomnienia, to podszyte smutkiem.
Aftersun jest intensywnie dualny. Nie w pełni wyrażony. Cicho komunikujący niuanse ludzkiej istoty, której wewnętrzny świat bywa szalenie kruchy.

