Nie, nie wiesz.
Może ci się tak wydawać.
Może chciałbyś wiedzieć.
Najczęściej mierzysz swoją miarą, a właściwie miarą swoich wyobrażeń na temat tego, jak życie POWINNO wyglądać.
Zdarza Wam się to słyszeć?
Że gdybyście coś, to wtedy coś? I jeśli zrobicie jakoś, to wtedy…?
Tego typu doradzanie pojawia się np. w rodzinie i jako wynik międzypokoleniowych różnic.
Zaczyna się od zmartwienia, np. rodziców, dziadków, cioć i wujków Twoim niemieszczeniem się w pewnym uniwersalnym planie ,,prawidłowego” przebiegu życia.
To jak ten ,,prawidłowy” plan miałby wyglądać uzależnione jest od tego, w jakich czasach, środowisku, kontekście kulturowym dorastał mówiący.
Jest także osadzone w systemie przekonań ukształtowanych na bazie doświadczeń oraz w potrzebie potwierdzenia sobie słuszności wyboru tej, a nie innej drogi życiowej.
Najczęściej (nawet niezależnie od formy) intencje są dobre, ale jak stare powiedzenie głosi – dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
Co do zasady, nieproszone rady traktowane są przez nas ludzi jako niechciany prezent i przetwarzane w negatywny sposób.
Czym innym jest, jeśli pytamy i ktoś dzieli się swoimi przemyśleniami, a czymś zupełnie innym, gdy stara się nam narzucić swój punkt widzenia i sposób myślenia.
Nikt tak właściwie nie wie – poza nami samymi, a do tej wiedzy najczęściej dochodzimy metodą prób i błędów – co jest dla nas właściwe.
Stąd jeżeli naprawdę zależy nam na okazaniu wsparcia – pytajmy.
Czego potrzebujesz?
Jak się masz?
Co pomogłoby ci podjąć decyzję?
Co mogę dla ciebie zrobić?
Jak mogę cię wesprzeć w twojej sytuacji?
i tak dalej.
Paradoksalnie uważne towarzyszenie bliskim bywa trudniejsze, niż obsypywanie własnymi przemyśleniami, złotymi odkryciami i wątpliwej jakości mądrościami.
A jeśli zastanawiamy się, czy coś powiedzieć w określony sposób, to najpierw zapytajmy się siebie, czy sami chcielibyśmy być tak zapytani i obejmijmy refleksją to, jak może się poczuć z tym pytaniem/stwierdzeniem druga osoba.

