NAJNOWSZE WARSZTATY W RAMACH SINGLOWEGO KLUBU RANDKOWEGO:
KATOWICE, WROCŁAW, KRAKÓW, WYJAZDY SINGLOWE

Tylko my dwoje, reż. Valérie Donzelli – przemoc w związku

Zaczyna się bardzo niewinnie, właściwie niezmiernie romantycznie.

Poczucie wyjątkowości i niesłychanego szczęścia, które właśnie wkroczyło do życia wraz z nowo poznanym mężczyzną, powodują, że zaangażowanie w relację z każdym dniem coraz bardziej wzrasta.

Pozornie nic nie zwiastuje jakoby cokolwiek miało pójść nie tak.

Są długie rozmowy, wzajemna ciekawość i uważność. On jest przystojny i patrzy z zachwytem. Z miłością, która rozbudza fantazje o wspólnej przyszłości.

Dość naturalnym krokiem wydaje się małżeństwo. Później dzieci. Rodzina jako przypieczętowanie szczęśliwego związku.

I tak mogłoby to trwać, ale…

Od kiedy Blanche zostaje żoną Grega ten niejako zaczyna traktować ją jak swoją własność. Blanche nie jest świadoma tego, co ją czeka.

W miarę szybko mężczyzna oświadcza, że muszą się przeprowadzić w związku z jego pracą. Daleko od rodziny kobiety, daleko od jakiegokolwiek znanego jej kontekstu.

Od teraz właśnie będą tylko we dwoje.

Tworząc swój mały świat, w którym nikogo więcej już nie potrzeba. A przynajmniej tak wygląda wyobrażenie Grega na temat udanego związku.

To, co się wydarza później jest książkowym festiwalem przemocy.

Po pełnych namiętności i czułej troski początkach niewiele zostaje, za to następuje stopniowe odcinanie kobiety od rodziny i przyjaciół.

Chodzi o to, aby nikt nie miał wglądu w to, co się dzieje w domu, ani możliwości zaingerowania w relację.

Mężczyzna stopniowo ubezwłasnowolnia Blanche, odbierając jej samodzielność i sprawczość.

Kobieta nie może mieć samochodu, musi raportować, gdzie i kiedy wychodzi, o której wróci. Nie ma wpływu także na finanse, które całkowicie są kontrolowane przez męża, skrupulatnie rozliczającego każdy grosz. Ciągłe telefony, obserwacja, napięcie wynikające z braku prywatności. Tak zaczyna wyglądać codzienność Blanche.

W początkowej fazie wszystko udaje się zracjonalizować, wytłumaczyć. Chodzi o to, aby było dobrze, więc nie ma mowy o przemocy – to przecież jedynie dziwactwa, niepokoje, trudny charakter męża. Nawet politykę finansową można uzasadnić tym, że Greg jest bankierem. Liczne telefony – są przecież wyrazem miłości i zainteresowania.

Jednak z czasem to życie bez powietrza staje się nieznośne.

Poczucie bycia w pułapce potęgowanej jeszcze troską o dzieci, dla których Greg wydaje się przykładnym ojcem, odbiera jakąkolwiek nadzieję na zmianę. Aktywują się mechanizmy przetrwania – chodzi o to, aby przeżyć z dnia na dzień.

Jedyną przestrzenią wolności okazuje się praca – coś, czego Blanche nie odpuszcza. Jako nauczycielka, wytchnienie znajduje podczas prowadzenia lekcji.

Przynajmniej ta praca jest jej.

Blanche żyje w napięciu ciągłej konieczności spowiadania się z każdego swojego ruchu. Robi to, bo w ten sposób niejako zapewnia spokój sobie i swoim dzieciom.

Tylko jak długo można żyć w ten sposób? W którymś momencie coś w niej pęka.

Pojawia się poczucie tęsknoty. Tęsknoty za tym, jak było kiedyś, na początku. Za byciem kobietą, nie niewolnicą.

I tu następuje moment zwrotny w całej historii, którym jest zdrada poczyniona w obronie własnej.

Tak właśnie.

Kiedy umysł przestaje wierzyć, że może być inaczej, ciało potrzebuje przypomnieć sobie o istnieniu alternatywy.

Blanche znajduje kontrapunkt do swojego życia w seksie z mieszkającym na skraju lasu mężczyzną.

To jej tajemnica, wyraz buntu i zmęczenia. Próba przywrócenia prawa do siebie samej.

To także wyjście poza systemy kontroli męża, którego obsesje tak mocno antycypowały zdradę, że do zdrady ostatecznie w pewien sposób doprowadziły.

Następuje eskalacja przemocy.

Przed Gregiem niczego nie da się ukryć. Nieodbieranie, zostawanie po godzinach, wyjazd do supermarketu… Nie ma takiego wytłumaczenia, które mężczyzna byłby w stanie przyjąć.

Włosy pachną innym szamponem.

To jednoznaczny dowód w sprawie. Powód do przesłuchania. Do stosowania wyrafinowanych tortur. Uniemożliwiania snu, zastraszania, torpedowania pytaniami, przymuszania do pokazania na mapie odbytej TEGO PAMIĘTNEGO DNIA trasy.

Trwa to tak długo aż w końcu Blanche się przyznaje. To jednak nie oznacza, że sprawa jest zamknięta. Teraz musi odtworzyć całą scenę seksu, który uprawiała z kimś innym.

Do przemocy psychicznej, ekonomicznej dochodzi jeszcze przemoc seksualna.

Blanchce chce zrezygnować z życia. Podejmuje nawet próbę samobójczą. Któregoś dnia mdleje w trakcie prowadzenia lekcji. Wycieńczenie, stres, upokorzenia – wszystko to doprowadza ją do pobytu w szpitalu.

Szpital staje się bezpiecznym miejscem, w którym może zregenerować siły, dostaje wsparcie z zewnątrz i zaczyna szukać dróg ucieczki.

Mobilizując wszystkie zgromadzone siły, opisując w liście do siostry prawdę o swoim małżeństwie, sięgając po pomoc, ostatecznie zdobywa się na odwagę, żeby zostawić męża i wnieść sprawę do sądu.

Gdy przyjeżdża po rzeczy, doświadcza przemocy fizycznej, na tyle skrajnej, że ledwie uchodzi z życiem.

Nie wiemy, co jest dalej.

Film urywa się w momencie, gdy ma dojść do finalnej konfrontacji na sali rozpraw.

***

,,Tylko my dwoje” nie jest łatwym seansem. Na dodatek, idzie się na niego, wiedząc co się wydarzy. Można byłoby więc zapytać – po co?

Fabuła jest przewidywalna, jeśli zna się mechanizmy działania przemocy lub ma się podobne doświadczenie życiowe.

Z dystansu, z roli obserwatora, czerwone lampki zapalają się momentalnie.

Będąc w sytuacji przemocy, w uwikłaniu, niezmiernie trudno o tę perspektywę. Stąd budowanie świadomości dotyczącej dynamiki przemocy jest tak ważna.

Choć film całościowo uważam za przeciętny to zdecydowanie doceniam jego warstwę psychoedukacyjną.

Podziel się:

Autorka:

Picture of Karolina Habryło
Karolina Habryło

Już teraz ruszyły zapisy na najnowsze warsztaty dla singli, w ramach Singlowego Klubu Randkowego!

Zobacz inne wpisy: