Denis Villeneuve ma 13 lat. Jak jedno z wielu dzieci, kupuje powieść Franka Herberta, pt. Diuna. Jest to historia science-fiction, której akcja toczy się w dalekiej przyszłości, na pustynnej planecie Arrakis. Jego wzrok przykuwa okładka książki. Umieszczony na niej rysunek rozpala jego wyobraźnię i pomaga jeszcze głębiej wejść w opisany w Diunie świat. To doświadczenie wywiera wpływ na rozwój reżyserskiej kariery Villeneuve’a. Po przeszło 40 latach robi drugą w historii kinematografii adaptację książki, zdobywając przy tym 6 Oscarów. Większość z nich to nagrody za zdjęcia, kostiumy, scenografię i dekorację wnętrz. Akademia Filmowa docenia przede wszystkim warstwę wizualną filmu. Po latach, na premierze filmu, dziękuje Wojciechowi Siudmakowi – artyście, którego artystyczny kunszt stał się przyczynkiem do przeniesienia Diuny na duży ekran.
Powiedz, jak dobrze znasz prace Wojciecha Siudmaka?
Ja nie znałam w ogóle. Kojarzyłam okładkę Diuny, ale nigdy nie zastanawiałam się, kto stworzył jej projekt. Nie tak dawno, szwędając się po Starym Mieście w Gdańsku, moją uwagę przyciągnęły umieszczone na wielkich słupach plakaty, reklamujące odbywającą się w Ratuszu wystawę. Przywodziły mi one na myśl dzieła Salvadora Dali i Zdzisława Beksińskiego. Generowały charyzmatyczną rzeczywistość, obfitującą w intrygujące detale. Wiedziona ciekawością, spontanicznie postanowiłam odwiedzić muzeum.
Powiedzieć, że wystawa mi się podobała, to jak nic nie powiedzieć.

Chodziłam po niej dosłownie oczarowana. Nie mogłam się nasycić. Czułam się tak, jakby została zaproszona do świata, w którym wszystko jest aż nadto realistyczne, a przy tym fantastycznie nierzeczywiste. 60 niezwykłych obrazów, każdy opatrzony porywającym tytułem, który nadawał mu kolejny wymiar. A do tego grafiki i rzeźby. Wystawa została zaprojektowana tak, aby każde z przedstawionych dzieł miało przestrzeń własnej ekspresji. Minimalistyczna, pozbawiona przyciężkawych komentarzy. Konkretnie i barwnie oddająca, w retrospektywie, artystyczną drogę Siudmaka, przywołująca cytaty twórców filmowych, takich jak: Federico Fellini, George Lucas, Jean-Jacques Annaud i Denis Villeneuve.
Oprócz ekscytacji i niedowierzania, że dopiero po 30 latach zaczynam się zapoznawać z twórczością Wojciecha Siudmaka, towarzyszyła mi refleksja, że oddanie w słowach tego, co przedstawiają jego obrazy, byłoby dla mnie ogromnym wyzwaniem. A jednak, jak zdążyłam zauważyć na stronie muzeum, z myślą o osobach niedowidzących, przygotowano audiodeskrypcje. Zaczęłam się zastanawiać, jak wyglądałoby dzieło stworzone przez malarza, który nie widzi obrazu, ani go nie zna, a jedynie stara się go odtworzyć na podstawie opisu.
Poza tym, nie byłam w stanie wyzbyć się myśli, że niekiedy za granicą twórczość, ale i innowacje wprowadzone przez Polaków są o wiele bardziej rozpoznawane, niż u nas w kraju. Nie mam pojęcia, czy to odnosi się do prac Wojeciecha Siudmaka, ani jak mierzyć taką popularność, więc można potraktować to jako subiektywne odczucie. Przy okazji polskiej premiery Diuny, sporo mówiło się o filmie, ale nawet googlując w tym kontekście artystę, nie znalazłam artykułów traktujących na ten temat, ani zbyt wielu wywiadów z nim.
Swego czasu tak właśnie było z Beksińskim. Nie mówiło się o nim specjalnie dużo, dopóki Magdalena Grzebałkowska nie wydała biografii ,,Beksińcy. Portret podwójny.”
Stare polskie przysłowie ,,cudze chwalicie, swego nie znacie” po raz kolejny okazało się nad wyraz trafne.
Zostawiając jednak na boku te różne refleksje, warto przy tej okazji powiedzieć, co sprawia, że obrazy, tak silnie oddziałują na nas i stanowią
rewelacyjne narzędzie do pracy w kontekście rozwoju osobistego.
Powodów jest wiele. Patrzenie na obraz, który z nami rezonuje wyzwala emocje, wspomnienia, skojarzenia, które niekoniecznie pojawiłyby się przy użyciu samych słów.
Stymulując naszą wyobraźnię, obrazy pozwalają tworzyć połączenia między niekiedy odległymi i rozbieżnymi konceptami. Pobudzają kreatywność, która jest niezbędnym elementem generowania pomysłów, znajdowania niekonwencjonalnych rozwiązań dla problemów, otwierania się na nowe możliwości.
Obrazy pomagają wyrazić to, czego nie sposób uchwycić w słowach albo co jest trudne do nazwania. Często służą jako metafora albo symbol odzwierciedlający to, czego nie chcemy lub nie potrafimy opisać. Stanowią też portal do nieświadomości, umożliwiając wydobycie z głębi wnętrza treści, do których na co dzień nie mamy bezpośredniego dostępu. Są niezrównaną drogą do budowania wglądu w siebie i eksplorowania świata osobistych znaczeń.
Dzieła Wojciecha Siudmaka są niezmiernie wieloznaczne, nieoczywiste, złożone. Dla mnie spotkanie z nimi było doświadczeniem transformującym. Dlatego zachęcam do wybrania się na wystawę, która potrwa do 11 czerwca 2023 r.
zdjęcie użyte w nagłówku wpisu, to pierwsza strona zakupionego w muzeum kalendarza z obrazami Wojciecha Siudmaka.

