NAJNOWSZE WARSZTATY W RAMACH SINGLOWEGO KLUBU RANDKOWEGO:
KATOWICE, WROCŁAW, KRAKÓW, WYJAZDY SINGLOWE

Reniferek, reż. Richard Gadd – trauma, która powraca

Wokół tego serialu zadziały się ciekawe rzeczy.

Z jednej strony, historia stalkerskiego uczucia rozwijającego się na życiowym gruncie dwojga straumatyzowanych osób, uwodzi odbiorcę przerażeniem. Prostota opowieści potęguje wrażenie, że taka sytuacja mogłaby spotkać każdego.

Wszakże zawiązanie akcji jest stosunkowo niewinne: barman funduje herbatę zmartwionej samotnej kobiecie, nie przypuszczając, że ten gest zamieni się w lata trudnej i nieustannie gwałcącej jego granice relacji.

Z drugiej strony, prawdziwa historia, która stoi za Netflixowym obrazem, zaczęła dobijać się do widzów samą obecnością medialną kobiety, będącej pierwowzorem serialowej Marthy.

Mimo, że dla dyskrecji wiele aspektów historii zostało zmodyfikowanych, to i tak dotarcie do prawdziwej bohaterki opowieści nie stanowiło dla zdeterminowanych fanów żadnego problemu.

No i właśnie.

Nie ma nic bardziej wzmacniającego dla ludzi naruszających prawa innych, niż postawienie ich w snopie światła społecznej widzialności.

Ten performans zadziwienia, zniesmaczenia i niezdrowej ekscytacji, to niezrównane pole prezentowania swojej wersji wydarzeń, oburzania się o bycie zniesławionym i niesprawiedliwie przedstawionym.

To potwierdzenie dla każdego zagubionego człowieka, który miewa fantazje o sławie i rozgłosie, że nie ma złych środków na drodze do realizacji celów.

Sensacja niesie się echem tygodniami, a im bardziej wykręcone interpersonalnie zagrania, tym większa szansa, że zrobią o tobie film.

O co tu jednak chodzi.

Przecież platformy streamingowe uginają się pod naporem seriali o podobnej tematyce. Kryminały, thrillery i wszelkiego typu historie seryjnych zabójców, przeważnie biją rekordy oglądalności. Spora część z nich jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i reklamowana w ten sposób.

Nic nowego, można byłoby powiedzieć. Dlaczego więc ,,Reniferek” zaskoczył swoją popularnością nawet samych twórców?

W moim odczuciu, główne przyczyny tego stanu rzeczy są trzy.

Pierwsza to magia formuły ,,wolałbym/wolałabym nie”, a więc odpowiedzi, która nie jest ani zdecydowanym tak, ani zdecydowanym nie i pozostawia pewną furtkę nieznośności nadziei, że gdzieś pomiędzy otwiera się strefa wpływu dla tego, kto chce przeważyć szalę na jedną lub drugą stronę.

Ten fenomen został doskonale wręcz uchwycony i zanalizowany wielokrotnie w tekstach filozoficznych w kontekście książki Hermana Melville’a ,,Kopista Bartleby, Historia z Wall Street”.

Główny bohater ,,Reniferka” stopniowo odkrywa, że teoretycznie jednoznacznie szkodliwa dla niego relacja, niesie ze sobą paradoksalne korzyści: poszukiwaną aprobatę, uznanie, poczucie wyjątkowości, pewien rodzaj ekscytacji, do których nie jest łatwo mu się przyznać.

I choć wiele razy ma się ochotę krzyknąć przed ekranem laptopa: NO WEŹ JUŻ TO SKOŃCZ, bądź zdecydowany, zlikwiduj szarą strefę, to zostajemy drażniąco oswojeni z faktem, że jemu się to jednak… trochę podoba. A to jest częścią problemu.

Z tym wiąże się kwestia druga.

To przymus powtarzania traumy, a więc nieświadomego wystawiania się na raniące sytuacje, które wywołują wspomnienia doznanej pierwotnie krzywdy i umożliwiają skonfrontowanie się z nią. Jeśli dojdzie do świadomego spotkania z traumatycznym doświadczeniem oraz zostanie podjęta praca nad nim, możliwe okazuje się wyjście poza traumę do nowych rozwiązań i uzdrowienia.

W historii głównego bohatera schodzimy stopniowo do źródeł uwikłania w relację z Marthą. Jest nią przemoc seksualna doznana ze strony mężczyzny, w którym serialowy Reniferek upatrywał mentora, a także przemilczana historia traum seksualnych jego ojca. Widz powoli odkrywa całą psychologiczną złożoność sytuacji bohatera oraz niejednoznaczność podziału ról na sprawców i ofiary. Ma możliwość prześledzenia przewrotności dynamiki sytuacji przemocy, a jednocześnie, w serialu obecny jest słuszny przekaz, że winę i odpowiedzialność za zadaną krzywdę ponosi wyłącznie osoba stosująca przemoc.

Trzecia to wizualizacja trudnego do uchwycenia w obrazach stanu bycia w psychologicznej pułapce. Wrażenie utknięcia i niemożności wykonania żadnego ruchu jest niekiedy trudne do przekazania. Często perspektywa zewnętrzna oferuje gotowe i stosunkowo łatwe drogi wyjścia, które są absolutnie niedostępne dla osoby znajdującej się w emocjonalnym klinczu.

I to prowadzi mnie do wniosku, że ,,Reniferek” to brzydko mówiąc analityczne combo możliwych wyjaśnień okropnych rzeczy, które spotykają nas w życiu.

Twórcy balansują między oddawaniem sprawiedliwości losowi, nie zawsze serwującemu nam łatwe i przyjemne doświadczenia a naszemu autorskiemu wkładowi w kreowanie rzeczywistości. Pokazują sposób, w jaki nieświadomie prowokujemy okoliczności, których deklaratywnie przynajmniej – nie chcemy.

I tu wybrzmiewa odwieczne pytanie o to, na ile mamy wpływ na siebie i swoją historię?

Potencjalna odpowiedź mogłaby brzmieć, że niezależnie od tego, co nas spotkało, szansa na zmianę przychodzi wraz ze świadomością tego, co nas spotkało i podjęciem wewnętrznej pracy nad leczeniem niezagojonych, często wypartych i przykrytych grubą warstwą kurzu ran.

Mimo tego, a może właśnie przez to, że niekiedy wydaje się to nie do zrobienia.

Podziel się:

Autorka:

Picture of Karolina Habryło
Karolina Habryło

Już teraz ruszyły zapisy na najnowsze warsztaty dla singli, w ramach Singlowego Klubu Randkowego!

Zobacz inne wpisy: