NAJNOWSZE WARSZTATY W RAMACH SINGLOWEGO KLUBU RANDKOWEGO:
KATOWICE, WROCŁAW, KRAKÓW, WYJAZDY SINGLOWE

Randki: obraz zakochania

„Gdyby był zakochany, to…” „Gdyby była mną zainteresowana, to…” „Jeśli nie odpisuje, to…” „Jeżeli dodał taką emotikonkę, to…” „Napisała tak wyłącznie, bo…” „Nie napisał tego, bo…”

Generalnie – uwierzcie mi na słowo – ilu ludzi, tyle obrazów zakochania. A to, co łączy niemal każdego i każdą z nas, to głębokie przekonanie, że to właśnie my mamy rację co do tego, jak powinna zachowywać się zakochana osoba. Najczęściej zakładamy, że „właściwy” sposób okazywania uczuć to dokładnie ten, w jaki my sami to robimy.

Dlaczego tak jest? Bo jesteśmy ludźmi. A bardzo ludzką właściwością jest generalizowanie własnego punktu widzenia i przypisywanie mu rangi obiektywnej prawdy. Smutna prawda jest jednak taka, że każdy z nas stanowi unikalną wypadkową genów, wychowania i życiowych doświadczeń. Przez lata wypracowujemy system przekonań, który porządkuje nam świat, a równolegle gromadzimy całe archiwum sytuacji, które wpływają na to, jak interpretujemy czyjeś słowa, gesty i milczenie.

Dość mało prawdopodobne jest więc, że spotkamy osobę, która będzie do nas idealnie dopasowana – i na dodatek będzie komunikować się dokładnie w taki sposób, w jaki my się komunikujemy.

Każdy z nas ma bowiem swoje tempo wchodzenia w relacje, własny język bliskości i unikalną dynamikę kontaktu. Dla jednej osoby codzienne pisanie to naturalny sposób podtrzymywania więzi, dla innej – coś przytłaczającego. Jedni czują się swobodnie w długich wiadomościach, inni wolą krótkie komunikaty. Ktoś uwielbia głosówki, ktoś inny ich szczerze nie znosi. Są osoby, które najlepiej wyrażają zainteresowanie przez spotkania na żywo i takie, które potrzebują czasu, by oswoić się z bezpośrednim kontaktem. Dochodzą do tego różne preferencje dotyczące częstotliwości kontaktu – od „piszmy cały dzień” po „odezwijmy się, gdy naprawdę mamy coś do powiedzenia”.

Różnimy się także w założeniach dotyczących tego, jak ktoś powinien pokazać, że mu zależy. Dla jednych dowodem zainteresowania będzie inicjowanie rozmów, dla innych – konkretne propozycje spotkań. Ktoś oczekuje jasnych deklaracji, ktoś inny – subtelnych gestów. Mamy różne przekonania na temat tego, kto powinien zainicjować randkę, w jaki sposób to zrobić i co w ogóle znaczy „staranie się” o drugą osobę.

A mimo to wciąż funkcjonuje silna presja kulturowa, według której to mężczyzna „powinien” wykazywać inicjatywę, prowadzić relację i sprawiać, że kobieta poczuje się wyjątkowa. W drugą stronę bywa z tym znacznie trudniej – zarówno pod względem społecznych oczekiwań, jak i wewnętrznych blokad. Efekt? Mnóstwo nieporozumień, domysłów i rozczarowań, które wcale nie musiałyby się wydarzyć.

Moja prawda jest taka, że to wszystko nie jest proste. Relacje rzadko układają się według jednego, uniwersalnego scenariusza. Dlatego właśnie tak ogromną wartością jest komunikowanie się wprost. Mówienie o swoich potrzebach, oczekiwaniach i sposobach okazywania zainteresowania daje szansę na realne spotkanie dwóch światów, zamiast wzajemnego zgadywania intencji. Otwarta komunikacja oszczędza czas, redukuje napięcie i pozwala szybciej sprawdzić, czy naprawdę nadajemy na podobnych falach.

Najczęstszą barierą przed taką szczerością jest oczywiście lęk – przed odrzuceniem, oceną, wyjściem na „zbyt nachalną”, „zbyt wymagającego” albo „za bardzo zaangażowaną/ego”. Boimy się, że mówiąc wprost, stracimy kontrolę albo odsłonimy się za bardzo. Paradoks polega na tym, że właśnie to ryzyko jest warunkiem budowania autentycznej bliskości.

Jak to zmienić? Małymi krokami. Zamiast interpretować – pytać. Zamiast zakładać – sprawdzać. Zamiast czekać, aż ktoś „domyśli się sam” – nazywać to, co dla nas ważne. Otwartość nie gwarantuje, że zawsze będzie łatwo, ale daje coś znacznie cenniejszego: jasność, poczucie sprawczości i szansę na relację opartą na rzeczywistym porozumieniu, a nie na domysłach.

I jeszcze jedno, trochę przekornie. Bardzo lubimy mówić, że komedie romantyczne są banalne, przewidywalne i oderwane od życia. Że wiadomo, jak się skończą, że wszystko zmierza do szczęśliwej pointy i cudownej relacji. I rzeczywiście — zwykle tak jest. Tyle że niesamowicie łatwo zapatrzeć się właśnie w tę końcówkę, a kompletnie przeoczyć fakt, co do niej prowadzi. A prowadzi do niej zazwyczaj cały ciąg nieporozumień, błędnych interpretacji, niewypowiedzianych potrzeb, urażonych ambicji i dramatycznie kulejącej komunikacji. Relacja nie pojawia się tam „znikąd” — ona jest efektem drogi, przekroczenia przeszkód i zmierzenia się z różnicami, a nie ich magicznego braku.

Więc jeśli ktoś zna komedię romantyczną, w której między dwójką bohaterów nie było absolutnie żadnych problemów z komunikacją, to ja bardzo proszę — napiszcie mi tytuł. Chętnie obejrzę.

Podziel się:

Autorka:

Picture of Karolina Habryło
Karolina Habryło

Już teraz ruszyły zapisy na najnowsze warsztaty dla singli, w ramach Singlowego Klubu Randkowego!

Zobacz inne wpisy: