Bardzo dużo mówi się o lęku przed bliskością i odrzuceniem, a z moich doświadczeń wynika, że u osób randkujących równie często – a czasem nawet częściej – na plan pierwszy wysuwa się lęk przed zobowiązaniem.
Czy to jest to samo?
Niekoniecznie.
Być może u źródła lęku przed zobowiązaniem leży właśnie lęk przed bliskością, ale nie zawsze. Różnica polega na przesunięciu akcentu: lęk przed bliskością dotyczy intymności i otwierania się na drugą osobę, natomiast lęk przed zobowiązaniem koncentruje się na decyzjach, które niosą ze sobą trwałość, odpowiedzialność i konieczność inwestowania w relację.
Zgodnie z klasyczną koncepcją miłości Roberta Sternberga, miłość składa się z trzech komponentów: namiętności, intymności i zobowiązania. To właśnie zobowiązanie popycha ludzi do budowania trwałych związków, do małżeństwa, do ustalania ram i zasad, na których relacja będzie się opierać. Zobowiązanie to nie tylko formalny akt – przed Bogiem czy w urzędzie – ale przede wszystkim obietnica zaangażowania i wnoszenia własnych zasobów: psychicznych, emocjonalnych, materialnych i czasowych. To decyzja, by wspólnie tworzyć duet, który działa.
Jednak zobowiązania pojawiają się dużo wcześniej, zanim padnie pytanie o ślub. Już sam moment, w którym dwoje ludzi nazywa swoją relację „związkiem”, wiąże się z pewnym rodzajem zobowiązania – deklaracją, że chcą iść wspólną drogą, są gotowi na większą regularność kontaktu, na wzajemną obecność w codzienności, na branie siebie pod uwagę w planach.
I właśnie na tych wczesnych etapach randkowania lęk przed zobowiązaniem często się ujawnia. Może przyjmować różne formy, np.:
- Unikanie jasnych deklaracji – np. „Spotykajmy się, ale nie nazywajmy tego związkiem”.
- Sabotowanie rodzącej się bliskości – wycofywanie się, kiedy relacja zaczyna nabierać rytmu, pojawia się regularność spotkań czy rozmów, konieczność uwzględniania drugiej osoby w planach, pierwsze oczekiwania, co do tego, jak związek ma działać.
- Rozpraszanie uwagi – utrzymywanie kilku luźnych znajomości jednocześnie, żeby uniknąć zainwestowania emocjonalnego w jedną osobę, sprawdzanie, czy za rogiem trawa nie jest bardziej zielona, nie tyle po to, aby znaleźć ,,lepszego/ą” partnera/kę, ale by z nikim na nic się nie umówić, zaspokajając przy tym potrzebę bliskości, czułości, obecności, itp.
- Zwiększony krytycyzm – koncentrowanie się na wadach partnera/ki, które mogą „usprawiedliwić” ucieczkę od poważniejszego zaangażowania, znajdowanie tzw. dziury w całym, np. nie angażuję się, bo ta druga osoba nie sprawia wrażenia ,,pewnej”, takiej z którą można zbudować przyszłość, bo często zmienia pracę albo spóźnia się na spotkania.
Nie jest to regułą, ale dość często osoby, które obawiają się zobowiązania mają stosunkowo niskie poczucie autonomii – wewnętrznego poczucia sprawstwa i wolności wyboru. Osoba autonomiczna potrafi być blisko z innymi, zachowując własną tożsamość, granice i prawo do odmienności.
To właśnie wokół AUTONOMII bardzo często ogniskuje się lęk przed zobowiązaniem. Wiele osób utożsamia wejście w relację z utratą własnej niezależności – jakby bycie w związku automatycznie oznaczało rezygnację z siebie, swoich planów, stylu życia czy pasji. To przekonanie sprawia, że bliskość i zobowiązanie mogą wydawać się zagrożeniem.
W rzeczywistości dojrzały związek nie polega na zlaniu się w jedną całość, ale na umiejętności współistnienia dwóch autonomicznych osób, które świadomie decydują się dzielić życiem. Autonomia to zdolność zachowania własnej tożsamości, granic, przestrzeni na rozwój i indywidualność – przy jednoczesnym budowaniu wspólnoty z drugim człowiekiem.
Jak autonomia i zobowiązanie mogą iść w parze?
- Wolność wyboru – zobowiązanie nie jest przymusem, ale dobrowolną decyzją. To ja wybieram, że chcę być w tej relacji, a nie, że „muszę”.
- Granice – mogę kochać i być blisko, a jednocześnie mówić „nie”, kiedy coś przekracza moje wartości czy potrzeby.
- Przestrzeń dla siebie – nawet w bliskim związku mogę mieć czas tylko dla siebie, na hobby, przyjaźnie czy odpoczynek.
- Dwugłos zamiast monologu – związek to negocjacja, a nie podporządkowanie jednej stronie.
W sytuacji, kiedy mam niskie poczucie autonomii, na wewnętrznym poziomie mogę odnosić wrażenie, że moja wolność to coś, co można mi zabrać. Związek okazuje się wtedy pułapką, która odbiera szansę na życie w zgodzie ze sobą i samorealizację.
Antidotum stanowić więc będzie praca w obszarze samorozwoju nastawiona na wzmacnianie asertywności.
Asertywność, rozumiana jako umiejętność wyrażania swoich myśli, uczuć, potrzeb i granic w sposób szanujący siebie i innych, stanowi kluczowy element w pracy nad lękiem przed zobowiązaniem. W kontekście autonomii, asertywność pozwala na świadome stawianie granic i wyrażanie swoich potrzeb w relacjach, co z kolei umożliwia utrzymanie równowagi między bliskością a niezależnością. Bez niej, wchodząc w związek, łatwo możemy poczuć się zdominowani lub ograniczeni, co wzmaga lęk i unikanie zobowiązań.
Osoby, które borykają się z lękiem przed zobowiązaniem, często mają trudności z wyrażaniem siebie w sposób asertywny. Zamiast mówić o swoich oczekiwaniach czy granicach, tłumią je, by nie sprawić drugiej osobie zawodu, nie wprowadzać napięcia, nie ranić jej, uniknąć konfliktu. Jednak takie podejście prowadzi do frustracji, niezadowolenia, a w końcu wycofania się z relacji. Brak asertywności w kontekście bliskości i zobowiązań może sprawić, że w relacji „odgrywasz rolę”, ale nie czujesz się w pełni sobą.
Autonomia wymaga zbudowania ZAUFANIA DO SAMEGO/SAMEJ SIEBIE – tj. poczucia, że w danym momencie mojej własnej historii będę w stanie znaleźć odpowiedź, czego chcę, co jest dla mnie dobre i to wyrazić, negocjując zasady współbycia w relacji, a jeśli to niemożliwe – wyjść z relacji.
Lęk przed zobowiązaniem nie jest przeszkodą nie do pokonania. Często bywa sygnałem, że dana osoba potrzebuje więcej czasu, stopniowego budowania zaufania i doświadczenia, że zaangażowanie może być bezpieczne, a nawet satysfakcjonujące. To nie koniec, ale początek pracy nad dojrzalszym, pełniejszym podejściem do relacji.
A o tym, jak pracować w obszarze zwiększania asertywności i autonomii opowiem Ci w kolejnej głosówce za tydzień.

