Łatwiej jest nam wchodzić w zobowiązania, kiedy czujemy, że mamy własną przestrzeń wolności, jesteśmy w kontakcie ze swoimi potrzebami i pragnieniami, a zamiast jedynie podążać za zasadami – potrafimy też tworzyć własne. Wtedy relacja nie jawi się jako zagrożenie, które „zabiera nam życie”, ale jako coś, co to życie wzbogaca.
Paradoksalnie, im bardziej czujemy się wolni, tym mniej boimy się bliskości. Jeśli wiem, że mogę wyrażać swoje zdanie, decydować o tym, co dla mnie ważne i nie tracę siebie w relacji, to zobowiązanie nie jest ograniczeniem, tylko wyborem. Znika lęk, że „utknę” w czymś, co mnie nie karmi – bo wiem, że zawsze mogę rozmawiać, negocjować, szukać rozwiązań.
Bycie w kontakcie ze sobą daje też jasność: wiem, czego chcę, a czego nie. Dzięki temu łatwiej zauważam, czy dana relacja naprawdę mi służy. Zamiast skupiać się na tym, jak wpasować się w oczekiwania drugiej osoby, mogę pytać siebie: „czy to jest dla mnie dobre?”.
Zobowiązanie przestaje być wtedy ciężarem, a staje się czymś w rodzaju wspólnej decyzji o tym, żeby iść razem. To nie utrata wolności, ale wybór bliskości – właśnie dlatego, że oboje wnosimy do relacji swoją autonomię.
Możemy nad tym pracować jeszcze zanim wejdziemy w relację romantyczną. To właśnie ten czas jest okazją, by zbudować grunt pod zdrowe zobowiązania.
Po pierwsze – poznaj siebie.
Zatrzymaj się i zapytaj: „Czego naprawdę chcę od relacji?”, „Co mnie karmi, a co męczy?”. Często wchodzimy w związki, kierując się tym, co „wypada” albo czego oczekuje otoczenie. Warto spróbować usłyszeć własny głos i nazwać swoje priorytety.
Po drugie – ćwicz asertywność na co dzień.
To mogą być drobne sytuacje: powiedzenie znajomym, że wolisz inną restaurację, odmówienie spotkania, gdy jesteś zmęczony/a, wyrażenie innej opinii w rozmowie. Im częściej praktykujesz mówienie „tak” i „nie” zgodnie ze sobą, tym łatwiej będzie Ci to przychodzić w relacji.
Po trzecie – zadbaj o własne życie.
Rozwijaj pasje, buduj przyjaźnie, dbaj o czas tylko dla siebie. Kiedy Twoje życie ma różne filary, nie opierasz całego poczucia wartości na drugiej osobie. To daje ogromną wolność w związku, bo wiesz, że Twój świat nie rozpada się całkowicie, jeśli coś nie wyjdzie.
Po czwarte – ucz się rozpoznawać i nazywać emocje.
Zamiast uciekać od trudnych uczuć, możesz je nazwać: Czuję złość. Moje granice zostały naruszone, Czuję smutek. Coś dla mnie ważnego się nie wydarzyło. To proste zdania, ale uczą świadomości i odwagi do szczerości z samym/ą sobą – bez której trudno o prawdziwą bliskość.
Po piąte – refleksja po spotkaniach.
Po randce, rozmowie czy spotkaniu z nową osobą warto zadać sobie pytania: Jak się czułem/am?, Czy byłem/am wysłuchana?, Czy mój stres obniżał się z każdą minutą, czy może wręcz odwrotnie? Takie zatrzymania pomagają wychwycić momenty, w których łatwo zgubić siebie i od razu uczą większej uważności.
To wszystko może wydawać się trywialne, ale wdrażane w życie przynosi niebanalne korzyści.


