Powiedzmy sobie to na wstępie – doświadczenie odrzucenia na randce jest właściwie nieodzownym elementem randkowania.
Nie da się go uniknąć i nie da się przed nim ochronić.
Jest niejako wpisane w proces eksperymentowania, poszukiwania, sprawdzania.
Nie jest tylko tym, co przytrafia się wyłącznie Tobie i nie oznacza, że, że nie masz szansy w miłości.
Jest doświadczeniem powszechnym i wspólnym ludziom chcącym nawiązać relacje romantyczne.
I jeśli to jest coś, czego się obawiasz albo co zniechęca Cię do podejmowania prób i bardzo potrzebujesz przeczytać, że istnieje sposób na to, żeby nie zostać odrzuconym – to ten tekst Ci tego nie da.
Tak to po prostu działa – czasem się sobie nawzajem spodobamy, a czasem nie.
Czasem ktoś odmawia albo przestaje się odzywać i to w ogóle nie jest związane z nami – chociaż my to odczuwamy jako reakcję na nas (uznała, że jestem nieciekawy/uważa, że jestem nieładna/może powiedziałam coś nie tak/może mogłem nie żartować/to pewnie dlatego, że nie chciałam iść do łóżka/pewnie znalazła przystojniejszego faceta)
Po pierwsze – chociaż mamy tendencję do odnoszenia do siebie, nie wszystko jest o nas.
Nie każdy umie udzielić informacji zwrotnej wprost. Szczerość jest trudna, na szczerość trzeba się zdobyć, znaleźć odpowiednie słowa i w ogóle znać siebie i swoje powody, dla których nie chce się kontynuować relacji. Zamurowanie znajomości milczeniem wydaje się o wiele prostszą i szybszą opcją.
Zniknąć. Przestać wyświetlać wiadomości. Zawrócić na progu knajpy, gdzie miało się odbyć spotkanie.
Czasem zdarza się tak, że przestajemy się odzywać, bo sądzimy, że lepiej nic nie powiedzieć, niż powiedzieć: słuchaj, to była dobra rozmowa/ciekawe spotkanie, jednak nie mam ochoty kontynuować. Boimy się, że zranimy drugą osobę, że zrobi jej się przykro, że zacznie dopytywać, że w ogóle zobaczymy minę rozczarowania na jej twarzy, że położy nas nagłe poczucie winy itp.
Boimy się.
Najczęściej zwyczajnie się boimy.
Boimy się, bo sami nie lubimy tego słyszeć i mierzyć się z rozczarowaniem, szczególnie, gdy bardzo potrzebujemy znaleźć osobę do relacji. Boimy się często w ogóle odmawiać w życiu i dawać sobie prawo do wyrażania naszego nie.
Abyśmy mogli znaleźć odpowiedź na to, jak radzić sobie z odrzuceniem, najpierw musimy zdefiniować, czym to odrzucenie właściwie jest.
A zazwyczaj jest naszą interpretacją zachowania drugiej osoby. Przeżywamy sytuację jako odrzucenie, np. gdy:
- ktoś mówi, że zadzwoni, ale tego nie robi,
- po randce, którą uważamy za udaną, nie ma ciągu dalszego,
- ktoś przestaje nam nagle odpisywać w aplikacji, na komunikatorze,
- ktoś spotyka się z nami, my angażujemy się coraz bardziej, aż tu nagle słyszymy: słuchaj, jednak nic z tego nie będzie.
Czujemy się odrzuceni, ponieważ bardzo często:
- mamy wrażenie, że dostawaliśmy sygnały, że druga strona jest zainteresowana, a jednak okazuje się, że nie,
- nie rozumiemy, czemu ktoś się postępuje tak, a nie inaczej,
- nie dostajemy żadnych wyjaśnień, dlaczego nagle ktoś przestaje się do nas odzywać,
- automatycznie uznajemy, że nie jesteśmy atrakcyjni albo wystarczająco interesujący.
Bywa i tak, że mamy poczucie, ze to nam się w życiu zdarza bardzo często i z bardzo wielu stron, więc kolejne tego typu doświadczenie potęguje w nas przekonanie o byciu niegodnym miłości i zainteresowania.
Wpadamy w spiralę myśli, że tak już będzie zawsze, co demotywuje nas do podejmowania kolejnych prób. Sprawia, że nawet, gdy się przełamiemy, na randkę idziemy z podkopanym poczuciem pewności siebie, przewidując interpersonalną katastrofę.
I – jak to przekornie w życiu bywa – na mocy samospełniającej się przepowiedni potwierdzamy sobie to, że mieliśmy rację, lądując w zamkniętym kole własnego nieszczęścia.
Co więc pomaga w radzeniu sobie z poczuciem odrzucenia?
Przede wszystkim akceptacja – tzn. przyjęcie tego, że takie sytuacje są naturalne. Przeformułowanie – tj. świadome odejście od patetycznych i podszytych negatywem stwierdzeń typu: zostałem odrzucony/a, na rzecz trzymania się faktów:
przestał mi odpisywać. Nie oddzwania. Powiedziała, że to nasze ostatnie spotkanie. Nie dał mi numeru. Obiecuje, ale nie realizuje obietnic.
Zazwyczaj za opowieścią o odrzuceniu stoją konkretne zachowania.
To, co sobie do nich dopisujemy to nasze fantazje, interpretacje, emocje – cała warstwa dodatkowych rzeczy, które mogą być trafne, ale uwaga: NIE MUSZĄ.
Z autopsji, ale i z wiedzy potrzebuję to napisać: jak ktoś chce, to naprawdę znajdzie sposób, żeby relację podtrzymać, żeby oddzwonić, żeby odpisać, żeby wyświetlić itp.
Jeśli tego nie robi, to niezależnie od tego, dlaczego tego nie robi, znaczy to najpewniej NIE.
I niekiedy złości to nie. I myślimy sobie: ale kurcze, błyszczały mu się oczy, czułam, że się jej podobam albo no cholera, rozmowa płynęła, mogłoby coś z tego być.
I może mamy rację. Ale może w te 24h ktoś:
- spanikował,
- zniechęcił się,
- poczuł, że nie jest gotowy/a na nowe,
- uznał, że potrzebuje czegoś innego,
- poznał kogoś przy kim oczy zaczęły błyszczeć mu bardziej,
- przypomniał sobie, że jednak ma partnera,
- było mu ZBYT FAJNIE (tak, to też się zdarza, nie każdy umie dźwignąć, że może być dobrze – to odrębny wątek).
Ach i poczekaj, poczekaj.
Czy nie jest tak, że jesteś wart/a tego, aby spotykać się z osobą, która potrafi wprawić Cię w poczucie, że też jej zależy? Że zasługujesz na to, żeby nie musieć się domyślać, ani brać na siebie całej odpowiedzialności za rozwój relacji?
Czy nie jest przypadkiem tak, że Ty też możesz wybierać w życiu? I możesz wybrać, że zostawiasz tę osobę, z którą ewidentnie nie klika i nie poświęcając jej dłużej czasu, iść dalej?
Następna sprawa.
Jeśli nawet istniałaby szansa, żeby tę sytuację odkręcić, zawalczyć, zrobić coś inaczej, powiedzieć inaczej, ogólnie rzecz biorąc naprawić, to zapytaj siebie, czy rzeczywiście warto?
Czy warto za wszelką cenę upierać się przy relacji, w której ewidentnie już na samym wejściu są bariery i nie masz partnera/ki w ich pokonywaniu? Jeśli już na samym początku napotykasz na opór, to czy faktycznie najlepszym pomysłem jest z uporem maniaka starać się ten opór przełamać i coś sobie udowodnić, czy może warto przyjąć to takim, jakie jest?
I wreszcie.
Jako ludzie, w znakomitej większości, kochamy nasze wyobrażenia. Kochamy rozwijać w głowie fantazje na temat tego, jak pięknie mogłoby być, gdyby tylko ktoś…
- oddzwonił,
- odpisał,
- przyszedł,
- uśmiechnął się,
- zaproponował kino,
- poszedł z nami do łóżka,
- nie poszedł z nami do łóżka,
- zjadł przygotowaną przez nas kolację,
- zrobił nam kolację,
- poznał nas lepiej…
Słowem – dał nam szansę.
Ale halo – czy miłość jest jak jałmużna? Czy my musimy prosić o szansę? Zabiegać o nią? Czy może jest tak, że zasługujemy na to, aby być w szczęśliwej relacji i by otworzyć się na spotkanie osoby, z którą będzie płynąć?
Jeśli ten konkretny ktoś nie zachowuje się tak, jak w naszej bajce, to najpewniej nie jest kimś z naszej bajki 🙂
I to nie od razu oznacza, że nasza bajka jest gorsza.
Jest inna.
A jeśli ten temat Cię ciekawi i chcesz pracować nad podnoszeniem umiejętności randkowania i zwiększyć zdolność radzenia sobie z różnymi demonami, które towarzyszą tej niełatwej wcale sztuce – dołącz do naszych WARSZTATÓW 🙂

