NAJNOWSZE WARSZTATY W RAMACH SINGLOWEGO KLUBU RANDKOWEGO:
KATOWICE, WROCŁAW, KRAKÓW, WYJAZDY SINGLOWE

Poznać się naturalnie – co to właściwie znaczy?

Często to słyszę, sama tak mówię, czyli że potencjalnego partnera/partnerkę najlepiej poznać naturalnie. Później zaczynam rozmawiać z różnymi osobami i jak zawsze uzmysławiam sobie, że naturalnie dla każdego znaczy coś… innego.

Rozbrojenie definicji naturalnie potrafi być niezmiernie wyzwalające. Okazuje się nieraz, że uznawanie bardzo konkretnych form poznawania ludzi, jako jedynych słusznych może zawęzić nie tylko pole manewru, ale przede wszystkim perspektywę!

Czasem, gdy zafiksujemy się na tym, jak powinno wyglądać naturalne spotkanie partnera/ki zaczyna się okazywać, że wolnych, ciekawych, życzliwych i atrakcyjnych kandydatów/ek na coś mniej lub bardziej 😉 zwyczajnie NIE MA. Tak jakby nie istnieli. Czemu? Bo akurat w pracy, która jest tym naturalnym kontekstem wszyscy są zajęci.

A oni/one, gwarantuję Wam – tej jednej rzeczy bowiem jestem akurat pewna – ISTNIEJĄ.

Gdzieś są.

I nie ma jednej naturalnej drogi do ich poznania. Tych dróg jest od groma.

Dla części osób naturalne są randki przez internet. Aplikacje, grupy facebookowe, portale i inne wirtualne bajery mają swoją rzeszę fanów.

Dla drugiej części osób, nie ma nic bardziej sztucznego od poznawania się w sieci.

Te przeświadczenia, które nam towarzyszą nie są niewinne.

Tak, stan umysłu jest ważny.

Kiedy się jakoś nastawimy i zapatrujemy na daną sprawę to później interpretujemy podług określonego klucza.

Przykład:

Jestem przekonana, że wrzucanie swoich zdjęć i opisów swojej osoby na Tinderze to forma sprzedaży siebie. Budzi to mój instynktowny sprzeciw. Nie chcę wcale kreować swojego obrazu, podkręcać zdjęć i zastanawiać, jak się pokazać, żeby inni swipnęli w dobrą stronę i się ze mną zmeczowali.

Jednocześnie mam tak, że naprawdę chcę kogoś poznać.

Walczą we mnie dwa lwy, a ja biedny/a tracę energię na ten wewnętrzny pojedynek, zaliczając po drodze festiwal przykrych myśli i emocji. W końcu znajomi biorą mnie w obroty, zachęcając i przekonując, że coooo mi szkooooooodzi, może warto spróóóóbować, szczególnie, że przecież Marysia z Damianem TAK SIĘ WŁAŚNIE POZNALI i DZISIAJ SĄ MAŁŻEŃSTWEM.

Małżeństwa z Tindera. Da się? Da się. Dowód jest? Jest. Można? Można.

Dobra. Wkurzam się.
Irytują mnie tymi historyjkami, ale…

Coś jednak zaczyna mnie skubać, jakaś cicha nadzieja. Robię te zdjęcia, piszę te opisy. Konsultuję z tymiż znajomymi. I co się wydarza dalej?

Scenariuszy jest sporo. Skupmy się na jednym.

MAM PARĘ. PARY NAWET. Zaczyna się dziać. Ten/ta pisze, ten/tamta chce się umówić. Z niektórymi gada mi się lepiej, z innymi gorzej. Część przestaje z tak zwanej du*y odpisywać, bo nie wiadomo co i dlaczego, ale cisza. Inni lecą w tanie podrywy albo zbyt prostackie na me gusta seksualne teksty, tudzież nadmiernie neutralno-nudne konwersacje.

W końcu z jednym/ą zaczyna płynąć. NATURALNIE. Całkiem przyjemnie.

Więc może spotkanie?

Tak.

Umawiamy się. Jest nerwowo. Garderoba nagle się nie podoba, bo wszystko jakieś takie niewygodne i nie na tę okazję.

OK, coś na szczęście udaje się ostatecznie odgrzebać.

I w emocjach, stresiku, napince konkretnie… przerażeniu… Nie. Całkiem spokojnie, z lekką obawą. Albo raczej ekscytacją? Z podnieceniem! Ze wszystkim.

IDĘ.

I siadam.

I patrzę.

I zaczynamy gadać.

I JEST STRASZNIE.

O rany.

Rozczarowanie.

Tyle zostało zainwestowane, tak się człowiek zebrał w sobie. Znalazł tę koszulkę w końcu. Tę kieckę. Te buty. Wyszedł z domu. W ogóle, zacznijmy od tego, że się przemógł i założył konto na Tinderze.

A TU KLAPA.

Jak on/a może być tą/tym samą osobą, co podczas pisania? O co cho.

Jest rozdźwięk. Tak jakby przyszedł ktoś inny, niż ten/ta co się spodziewałam/em.

Rozchodzimy się więc po godzince, nie klei się, winko wypite, nikt nie miał ochoty na następny kieliszek.

A ja wtedy – no dokładnie tak jest jak myślałam.

Tinder-Srinder kłamie. Wszystko tam jest sztuczne. Ludzie grają. Ściema ściemę popędza.

Kasuję appkę i elo. Kurtyna opada. Miałam rację. Było nie zakładać. Już zawsze będę sama.

I co teraz?

Tak się zdarza. Ja wiem, do kitu. Ale zdarza się.

Ktoś powie – nie no, po pierwszej próbie nie ma co rezygnować. Ktoś inny stwierdzi – do trzech razy sztuka. A jeszcze inny – za 20 razem jak nie wyjdzie to zacznę się martwić.

Możesz powiedzieć – eee, tu jeden kejs, ja próbowałem/am wszystkiego i dalej nic. To co jest nie tak? Czemu nikogo nie poznaję?

Nie wiem. Te historie mają swoje niuanse. Rozmontowywanie opowieści wokół randkowania, autoteorii i te przekonania… Kurcze.

Mówię Wam, że tu jest pies pogrzebany. Albo przynajmniej część psa 🙂

Co możesz więc zrobić?

Są różne sposoby podejścia do tej kwestii.

Bardzo przydatna bywa konfrontacja z tym, jakie mam przeświadczenia dotyczące różnych form randkowania, co zakładam, że się może wydarzyć, jak to, czego doświadczyłem/am w kontekście poznawania ludzi na mnie wpłynęło.

Sprawdzenie, jakie emocje u mnie dominują, kiedy przymierzam się do ,,wyjścia do ludzi” i rozpoczęcia randkowania.

Gdzie widzę największe bariery?

Co mnie blokuje?

Co mnie stymuluje i zachęca?

Jaki jest mój najgorszy scenariusz?

Jaki jest ten najlepszy?

Budowanie samoświadomości, odkrywanie świata osobistych znaczeń, nie zawsze skutkuje natychmiastową zmianą stanu rzeczy, ale najczęściej do niej zdecydowanie przybliża
.

Podziel się:

Autorka:

Picture of Karolina Habryło
Karolina Habryło

Już teraz ruszyły zapisy na najnowsze warsztaty dla singli, w ramach Singlowego Klubu Randkowego!

Zobacz inne wpisy: