Tár, reż. Todd Field
Dawno już nie oglądałam filmu, który sprawiłby mi tyle intelektualnej przyjemności. Jest na tyle wielowątkowy i nieoczywisty, że można w różny sposób rozumieć zarówno bohaterkę (w roli Lydii Tár, zjawiskowa Cate Blanchett), jak i całą fabułę. W zależności od przyjętego klucza interpretacyjnego, film ten będzie miał zupełnie inny wydźwięk.
Według mnie Tár to zaproszenie do namysłu nad:
- istotą sztuki,
- zjawiskiem cancel culture (kulturą unieważnienia*),
- wpływem mediów społecznościowych na nasze codzienne życie,
- relacjami władzy,
- wariacjami konfliktów typu klasycy vs. romantycy, stare pokolenie vs. nowe,
ale przede wszystkim, kwestią wrażliwości.
Wrażliwość.
Mocno intuicyjne pojęcie. Czasem mówi się, że ktoś ma większą, a ktoś ma mniejszą wrażliwość. Co pozwala nam dokonywać tego typu porównań? Jakimi kryteriami kierujemy się, określając stopień wrażliwości drugiego człowieka?
W psychologii funkcjonują różne definicje wrażliwości.
Idąc za Arthurem Aronem, przez wrażliwość rozumieć będziemy cechę, która wpływa na sposób, w jaki jednostka przetwarza informacje i na jej reakcje na otaczający ją świat. Kierując się definicją Jerome’a Kagana, nazwiemy tak skłonność do intensywnych reakcji emocjonalnych w odpowiedzi na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne.
Niewątpliwie jest to złożony konstrukt, związany z wieloma czynnikami, m.in.: genetyką, wczesnymi doświadczeniami życiowymi, osobowością i kulturą. Przekłada się na funkcjonowanie w relacjach interpersonalnych, zdrowie psychiczne i ogólny dobrostan.
Wrażliwość jest dwoista. Z jednej strony może prowadzić do przeciążeń emocjonalnych, zwiększać podatność na stres, lęk i depresję, z drugiej strony wiąże się z pozytywnie kojarzoną zdolnością do wykazywania empatii, altruizmu i kreatywności.
W 1996 roku Elaine Aron opublikowała książkę ,,The Highly Sensitive Person” (,,Wysoko wrażliwi”), w której opisuje wysoką wrażliwość jako wrodzoną cechę, wpływającą na sposób przetwarzania informacji przez mózg. Aron wychodzi z założenia, że WWO (wysoko wrażliwe osoby) są bardziej podatne na bodźce zewnętrzne, jak np. hałas, światło, zapachy i emocje innych ludzi.
Wysoka wrażliwość jest według niej zdolnością subtelnej percepcji, wyrafinowanego odczuwania intensywnych emocji pod wpływem delikatnych bodźców. Dla przejawiających ją osób, wyzwaniem może być odnalezienie się w świecie, który niejednokrotnie ich nie rozumie i nie akceptuje.
Oczywiście, jak to w psychologii i w ogóle w nauce bywa, na przestrzeni lat pojawiły się kolejne badania i polemiki z przedstawionymi przez Aron tezami. Jednak, zostawiając ten wątek na boku, idźmy dalej.
Słuch absolutny.
Nie jest on bezpośrednio związany z pojęciem wrażliwości, niemniej w potocznym rozumieniu może się z nią kojarzyć. Od razu na myśl przychodzą mi przykłady muzyków klasycznych, takich jak Mozart czy Beethoven i szkolne zajęcia z muzyki, na których tą właśnie dyspozycją, wyjaśniano nam ich geniusz.
Zgodnie z definicją Edwina G. Boring, słuch absolutny rozumiany jest jako zdolność do rozpoznawania wysokości dźwięków bez porównywania ich do innych dźwięków. Osoba ją posiadająca potrafi zidentyfikować nazwę dźwięku (np. C-dur) na podstawie wysokości jego tonu.
Badania naukowe wskazują, że wczesna edukacja muzyczna, intensywna praktyka grania na instrumencie oraz pewne genetyczne predyspozycje mogą wpłynąć na jego rozwój.
Do tego zestawu dorzućmy jeszcze kwestię neuroatypowości.
Neuroatypowość to pojęcie, które odnosi się do funkcjonowania mózgu i układu nerwowego, różnego od tego, co jest uznawane za statystyczną normę.
Różnice te wpływają na postrzeganie i przetwarzanie informacji.
Chociaż brak jednoznacznych definicji, można wskazać cechy, kojarzone z neuroatypowością, np.:
- zwiększoną wrażliwość sensoryczną,
- nadmierną stymulowalność (czyli np. trudność z kontrolowaniem reaktywność emocjonalnej, koncentracją i skupieniem uwagi),
- nietypowe zainteresowania, związane niekiedy ze skupieniem na pomijanych przez większość detalach,
- specyficzne zachowania i nawyki,
- trudność w nawiązywaniu i utrzymywaniu bliskich relacji, w tym z odczytywaniem sygnałów społecznych, niekiedy empatią.
Jak to wszystko ma się do TÁR?
To, co wydało mi się szczególnie ciekawe to sposób, w jaki zostajemy wprowadzeni w wewnętrzny świat kompozytorki. Towarzyszymy jej w codziennej rutynie, podczas udzielanych wywiadów, prowadzonych w konserwatorium zajęć, w intymnych relacjach rodzinnych, czy we współpracy z innymi muzykami.
Dowiadujemy się, jak Lydia Tár rozumie muzykę, ale również jak ją przeżywa.
Język filmu umożliwia pokazanie tego, co wymyka się słowom, a jest zawarte w mowie ciała, przejawianych działaniach, używanych przedmiotach, wybranych do życia wnętrzach.
Nie mam wątpliwości, że Lydia Tár jest estetką. Ceni pełen klasy minimalizm. Muzyka jest jej życiową namiętnością, głęboką pasją i soczewką, przez którą patrzy na świat.
To muzyce podporządkowane zostaje wszystko inne.
Przejawiane przez nią dążenie do doskonałości można rozumieć przez pryzmat perfekcjonizmu, ale dla mnie jest ono przede wszystkim przejawem szacunku dla sztuki.
Poczuciem odpowiedzialności za trzymaną w ręce partyturę, reprezentującą kawałek wnętrza jej twórcy.
Umiejętnością rozszyfrowania i oddawania zapisanych w nutach przeżyć.
Dążeniem do ochrony tego, co tak niezmiernie subtelne, pełne niuansów, kruche, a przy tym wymagające wiedzy i umiejętności by być skomunikowanym innym ludziom.
Lydia Tár jest tłumaczką. Umożliwia szerszemu gronu odbiorców wejście do niedostępnego – przez brak znajomości języka muzyki – świata.
Jej wyczulenie na dźwięki sprawia, że słyszy to, czego inni nie wychwytują. Usterkę w lodówce, trzeszczące drzwi od samochodu, odległe krzyki, tykający w zamkniętej szafce zegar.
Wybudzona w środku nocy, chodzi po mieszkaniu i nasłuchuje.
A przy tym…
Lydia potrafi budować pełną czułości i uważności relację z muzyką, jednak z trudem tworzy relacje z innymi ludźmi.
Wydaje się nie rozumieć potrzeb i oczekiwań swojej partnerki, dla której związek opiera się na wymianie myśli, uczuć, dzieleniu się nawzajem tym, co dzieje się w życiu.
Lydia Tár jest samotniczką.
Często, mniej lub bardziej świadomie przedmiotowo traktuje innych.
Z jednej strony, deklaruje umiejętność rozdzielenia osoby twórcy od tego, co stworzył, a z drugiej strony, zasada ta nie znajduje odzwierciedlenia w przypadku nawiązywanych przez nią kontaktów interpersonalnych.
Lydia postrzega ludzi utylitarystycznie, przede wszystkim w odniesieniu do sprawowania służby muzyce.
Trudno mówić, aby kierowała się sympatiami i antypatiami. Podstawowe kryterium stanowi dla niej kunszt i oddanie sprawie, jaką jest komponowanie i wykonywanie utworów.
Być może dlatego niekiedy manipuluje. Stara się umknąć zakładanym i zapewne zbędnym, w jej mniemaniu, społecznym problemom, by jak najszybciej osiągnąć założone cele.
Jest nieco robotyczna, a przy tym aż drażniąco kulturalna i wyważona nawet w najbardziej napiętych sytuacjach. Czy to kwestia poprawności? Wierności przyjętej etykiecie?
Wyjątkiem od pragmatycznych zasad tworzenia relacji z ludźmi, wydaje się więź, którą tworzy z córką.
Pięknym przykładem komunikacji między nimi jest wspólna podróż do szkoły, podczas której, w obliczu trudnej dla Petry sytuacji, śpiewają razem (zapewne w ramach stworzonego rytuału) piosenkę.
Nie byle jaką, ale taką, która stwarza możliwość ekspresji wielu różnych emocji. W tym wyładowania się w krzyku.
Wydaje się, że to właśnie na tej płaszczyźnie Lydia tak dobrze rozumie się z dziewczynką.
Łączy je nieumiejętność werbalizowania emocji i uczuć, która nie jest tożsama z brakiem ich przeżywania.
Niezdolność, a może niechęć do wyrażania siebie w słowach, a co za tym idzie, do poruszania się preferowaną w świecie ludzi drogą, czyni z nich swego rodzaju odludki. A przy tym pozwala wytworzyć specyficzny rodzaj milczącego sojuszu.
Lydia przejawia względem Petry wiele ciepłych uczuć, co w pewnym momencie zostaje wyrzucone przez jej partnerkę (jakoby Petra była jedyną osobą, na której Tár zależy).
Czy Lydia wie, że jej wrażliwość i sposób komunikowania się ze światem, pokorna służba muzyce, są odmienne od tych przejawianych przez innych ludzi, również zajmujących się sztuką? Co sprawia, że jest ona tak zdystansowana względem osób z otoczenia, nieuchwytna do budowania bliskości, właściwie niemożliwa do tworzenia przyjaźni czy romantycznych związków?
Nie widzę jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Niemniej, stosunek jakim darzy Olgę Mietkinę, młodą wiolonczelistkę, wskazuje zaciekawienie tym, co jest przeciwieństwem jej samej. Być może tęsknotę za większą spontanicznością, swobodą, beztroską.
Olga fascynuje, bo jest doskonałym muzykiem, a przy tym bywa niefrasobliwa w obyciu, niekiedy wręcz rubaszna, nonszalancko odnosząca się do konwenansów. Ekstrawertyczna i roześmiana, równie barwna i niepokojąca, jak wymalowany graffitii budynek, w którym mieszka.
Czy Lydia ma słuch absolutny? Jest neuroatypowa? Kwalifikuje się jako osoba wysoko wrażliwa?
W zależności od sytuacji oraz przyjętych kryteriów, ukazują się nam inne aspekty jej osobowości. Lydia Tar wymyka się jednoznaczności. Ale czy przypadkiem nie jest tak, że wymykamy się jej wszyscy?
Czy nadanie bohaterce jakiejkolwiek etykietki ułatwiłoby nam jej zrozumienie?
Nie wiem. Zresztą, nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Najważniejsze, co wynoszę z seansu Tár, to większą życzliwość i otwartość na formy ludzkich ekspresji i powściągliwość w przypisywaniu intencji, podyktowanych odniesieniem do ja.
Jesteśmy bardzo różni.
Niekiedy wręcz egzotyczni dla siebie. Jestem niemalże pewna, że zaniechanie ocen płynących z porównań do ja może jedynie wzbogacać i zwiększać naszą zdolność do wielowymiarowego doświadczania rzeczywistości.
,,Nie zawsze potrafimy nazwać rzeczy, które czujemy. Czasami możemy. Możemy powiedzieć, że odczuwamy radość,
przyjemność, spokój, miłość, nienawiść. Jednak czasem pojawiają się uczucia, które są tak głębokie i wyjątkowe, że brakuje nam na nie słów. I właśnie dlatego muzyka jest tak wspaniała, bo nazywa je używając nut, a nie słów.
Jest tak bo muzyka płynie. Nie zapominajcie, że muzyka to ruch, zawsze zmierza w jakimś kierunku, przesuwa się, zmienia i płynie między nutami. I ten ruch może powiedzieć więcej o tym, jak się czujemy, niż milion słów.” Lydia Tár
*kultura unieważnienia – zjawisko zbiorowego wymazywania ze sfery społecznej osób, dotychczas posiadających w niej wysoki status. Związane jest to z łamaniem przez nie powszechnie obowiązujących norm. W kontekście osób działających w obrębie kultury, dotyczy chociażby tych, którzy zostali oskarżeni o dokonywanie różnego rodzaju nadużyć. Mimo braku formalnych wytycznych, przestają one być honorowani przez różne zbiorowości, np. nie są zapraszane na festiwale, gale, wykłady, bojkotuje się ich wytwory, np. stworzone przez nie dzieła filmowe czy teatralne. Za przykład na gruncie polskim posłużyć może protest studentów łódzkiej filmówki przeciwko nagrodzeniu Romana Polańskiego i zaproszeniu go do wygłoszenia wykładu na uczelni.
Garść inspirujących materiałów:
- Tár [film], reż. Todd Field, United International Pictures, USA, 2022.
- Potęga wrażliwości | Brené Brown (20 min, TedTalk).
- W tonacji geniuszu| Derek Paravicini i Adam Ockelford (20 min, TedTalk).
- Hagman, G.A.(2005). The Musician and the Creative Process, Journal of the American Academy of Psychoanalysis and Dynamic Psychiatry, 33(1):97-117.
- Elaine N. Aron, Wysoko wrażliwi, Wydawnictwo Feeria, 2022.
- https://exceptionalindividuals.com/neurodiversity/ – strona pogłębiająca temat neuroróżnorodności.
- Lepsze i gorsze? Nie, mózgi mamy po prostu różne [rozmowa o neuroróżnorodności] wywiad Pauliny Januszewskiej z Ewą Furgał, założycielką Fundacji Dziewczyny w Spektrum.
- „Zaczynamy rozumieć, że osoby neuroatypowe są inne, a nie gorsze” – mówi Kasia Modlińska, prezeska Fundacji „a/typowi” – rozmowa Joanny Olekszyk z Katarzyną Modelińską.

