Nie jestem po to, aby zadowalać.
To właśnie podejście odróżnia psa od kota.
Pies buduje relację z człowiekiem z pozycji podległości lub dominacji. Dominacja ma na celu wejście na szczyt hierarchii stada i zarządzanie panującymi w nim zasadami. Podległość to z kolei nieustanne sprawdzanie, czy spełnia się mniej lub bardziej jawnie wyrażone oczekiwania, ciągłe monitorowanie reakcji na swą obecność.
Kot nie sprawia wrażenia jakoby ustanawiał porządek własnego świata w odniesieniu do funkcjonowania człowieka, z którym żyje. Czasem, co prawda, patrzy z satysfakcją, jak sprzątasz mu kuwetę albo staje przy misce, wyrażając dezaprobatę związaną z niefortunnym doborem mięsnych chrupków, ale daleko mu do próby stawiania siebie wyżej lub niżej.
Kot jest istotą, która nie wikła się w istnienie innych.
Prowadzi do nich żywot równoległy, autonomiczny, kultywując tajemnicę swojego bycia. Potrzeba realizowania się w relacji, doświadczania ciepła i troski, równoważona jest przez potrzebę oddalenia i samotności.
Chęć uczestniczenia w kolektywnych aktywnościach, znajduje kontrapunkt w wydeptywaniu autorskich ścieżek, eksplorowaniu ukrytych zakamarków i relaksacji na niemożliwych do sięgnięcia półkach.
Kot nie stara się, żeby być lubianym, nie zabiega o aprobatę i nie przegląda się w niczyich oczach.
Zaprasza do partnerstwa, do szanowania swojej odrębności, przy jednoczesnym zorientowaniu na to, co wspólne.
Kot jest, jaki jest i nie usiłuje być bardziej.
On wie, że prawdziwa akceptacja, nie żąda by tańczyć tak, jak zagrają.

