Na pewno to znacie. Kot siada absolutnie nieruchomo, niemalże nie mruga, nie wiadomo nawet, czy oddycha i… patrzy.
Patrzy w ścianę. A na ścianie nie ma nic. Ani pół muchy. Ani jednej pajęczej nogi. Ani skrawka światła.
Mimo to, kot siedzi w bezruchu i patrzy. Minuty mijają leniwie i coraz bardziej nie wiadomo, o co chodzi.
W końcu, gdy on tak siedzi i patrzy w ścianę, a ja tak siedzę i patrzę na niego, zaczynam zdawać sobie sprawę, że ani na ścianie nic nie ma, ani o nic nie chodzi.
Patrzenie w ścianę jest zwyczajnie ważne.
Jest równie ważne jak jedzenie, picie, spanie, zabawa i inne codzienne czynności. To jeden z koniecznych elementów dnia, na który zarezerwowany jest koci czas.
My ludzie, poznajemy różne techniki medytacji, relaksacji, wyciszania myśli i tak dalej. Kot nie potrzebuje żadnej książki, ani trenera, żeby wiedzieć, że patrzenie w ścianę sprzyja osiągnięciu dobrostanu.
Dlatego ja też czasem siadam i patrzę się w ścianę. Pozwalam myślom niezobowiązująco przepływać, aż z czasem znikają one na horyzoncie, a mój mózg stopniowo się resetuje.

