O czym dla Ciebie jest koniec roku?
Dla mnie jest on o tym, co musimy utracić.
Tracimy codziennie, czasem mniej, a czasem więcej.
Widzimy to lub nie. Pochylamy się nad tym albo nie.
Ale tracimy.
Nie ma zysku bez straty. Nie ma zmiany bez straty. Nie ma szczęścia bez straty. Nie tracimy tylko dobrych, karmiących nas rzeczy. Tracimy też te przykre. Bolesne. Przeżywane jako złe.
I z jakichś względów, niekiedy to z tym trudnym jest się ciężej rozstać.
Nawet, jeśli czujemy, że podejmujemy właściwe decyzje i tak musimy się z czymś pożegnać.
Często są to złudzenia.
Nadzieje.
Wyobrażenia.
Oczekiwania.
Wszystko, co budowało nasz obraz samych siebie i opowieść, którą żyliśmy.
Może chcieliśmy być w miejscu, w którym jesteśmy, ale gdy do niego dotarliśmy okazało się, że nie czujemy się tak, jak zakładaliśmy.
Może liczyliśmy, że życiem rządzą bardzo konkretne związki przyczynowo-skutkowe – i życie nas zaskoczyło.
Może mieliśmy plan, który rozmachem losu został wywrócony do góry nogami, a potem odkryliśmy, że to nawet lepiej.
A może życie nam coś gwałtownie odebrało i straciliśmy wiarę, że da coś w zamian.
Może nie chcieliśmy nic w zamian.
Może po prostu straciliśmy.
***
Grudzień to dziwny miesiąc.
Czasem coś się zbiera cały rok, ale wybucha w grudniu.
Jeśli czara goryczy ma się kiedyś przelać – bardzo prawdopodobne, że przeleje się ona w grudniu.
Grudzień jest czasem radości, narodzenia, ale co za tym idzie – transformacji.
Małej śmierci.
Odchodzenia od iluzji, dochodzenia do prawdy.
Konfrontacji.
Niespodziewanych wypadków.
Niemożliwych zbiegów okoliczności.
Pytania: dlaczego TO się dzieje właśnie teraz?
Być może dzieje się teraz, żeby mogło nadejść nowe jutro z inną jakością.
Byśmy mogli wzrastać, przeobrażać się, przekraczać samych siebie i dowiadywać się o sobie.
Tworzyć.
Rozgrywając ból końca, zawsze dajemy sobie szansę.
Czy to szansa na to, że będzie lepiej?
Nie wiem.
Może inaczej.
Czasem inaczej to całkiem dobry wstęp do tego, żeby było tak, jak ma być.

