Świat jest szalony. Pędzi bez tchu. Tak przynajmniej się wydaje.
Dookoła nieustannie coś się dzieje. Coś co narzuca nieokreśloną presję, zmusza do nerwowego działania. Sprawia, że nawet gdy się siedzi, noga pod stołem rozpaczliwie lata.
Nieznośny zalew informacji, przepływających przez konkurujące o uwagę media społecznościowe. Wszechobecne procesy sprzedażowe, generujące potrzeby i przymusy. Dobre rady, wychodzących jak z taśmy produkcyjnej ekspertów od wszystkiego. Niemożliwy do ogarnięcia ocean nauki, wypluwający na powierzchnię sterty rozkładających się latami śmieci.
Obrazy rzeczywistości nawarstwiają się, a każdy z nich chce być dostrzeżony.
Trwa walka o to, co zostanie kliknięte i skutecznie skonsumowane.
Dlatego dominuje przerysowanie. Już czasem nie wiadomo, czy jest aż tak obrzydliwie dobrze, czy może aż tak paskudnie źle.
W związku z tym pojawia się pytanie.
Czy inni potrafią się w tym odnaleźć, skoro ja najczęściej nie?
Przez trzy czwarte życia myliłam coachów z mówcami motywacyjnymi.
Zresztą, nie dziwię się sobie.
W końcu słowo ,,coach” ma wiele znaczeń i każdy buduje wokół niego inny rodzaj biznesu.
Wydawało mi się, że coach to osoba, która opowie mi o tym, że wszystko w gruncie rzeczy jest proste, a ja to niepotrzebnie komplikuję.
Albo zacznie identyfikować moje wewnętrzne ograniczenia po to, aby stwierdzić na koniec: ,,no, to wystarczy, że się z nimi zmierzysz”, po czym wystawi parapsychologiczną receptę.
Nie lubiłam więc tego, co wydawało mi się, że jest coachingiem.
Na szczęście, któregoś dnia wpadłam na pomysł, żeby zweryfikować swoje przekonania w tym względzie.
Odkryłam, że coaching wcale nie skupia się na wytwarzaniu odpowiedzi i doradzaniu.
Jest czymś zupełnie odwrotnym.
Pogłębionym słuchaniem, stwarzaniem pełnej uważności i życzliwości atmosfery, zadawaniem stymulujących pytań, pozwalających budować samoświadomość.
Szczerze wierzę w to, że proces nastawiony na wsłuchiwanie się w siebie ma uzdrawiającą moc w świecie, w którym wszystko zdaje się lepiej wiedzieć od nas samych, co jest dla nas właściwe.
Wiem również, że w zgiełku codzienności, niekiedy naprawdę trudno usłyszeć, co mówi nam intuicja.
A jednocześnie, nieraz zdążyłam się przekonać, że wiedza z niej płynąca jest absolutnie bezcenna.
Coaching pozwala wejść w ciszę i spotkać się ze sobą. Jednocześnie, jest ustrukturyzowanym procesem, nastawionym na osiągnięcie zamierzonych rezultatów, znalezienie potrzebnych rozwiązań i odpowiedzi.
Zamiast budować wiedzę o tym, jak rzeczy powinno się robić, można budować samowiedzę o tym, jak chce się je robić. Wzrastać do zmian, na własnych zasadach.

