Bywa, że pytacie na sesjach: „Jak zbudować zaufanie?”, „Jak stworzyć relację, w której można się otworzyć?”, „Dlaczego mimo bliskości czuję napięcie albo dystans?”.
Czasem szukacie magicznej techniki – sposobu na to, żeby druga osoba poczuła się przy Was komfortowo, żeby się „otworzyła”, żeby „zaufała”.
Ale bezpieczeństwo w relacji to nie trik. To nie słowa, którymi można oczarować.
To klimat, który się buduje – krok po kroku, działaniami, obecnością, a nie deklaracjami.
Moja szkoła myślenia o relacjach jest taka: zanim zaczniesz oczekiwać, że druga osoba się rozluźni i otworzy, najpierw sprawdź, czy naprawdę jesteś gotów/gotowa przyjąć całą prawdę o niej.
Bo bezpieczeństwo nie polega na tym, że zawsze będzie miło.
Bezpieczeństwo to przestrzeń, w której można powiedzieć prawdę – nawet niewygodną. Można pokazać emocje – nawet trudne. Można być sobą – bez lęku, że się za to zapłaci.
Zadaj sobie pytania:
Czy umiesz słuchać, nie przerywając i nie poprawiając?
Czy potrafisz przyjąć czyjś lęk, bez natychmiastowej potrzeby pocieszania lub naprawiania?
Czy jesteś w stanie usłyszeć „nie” – i nie traktować go jako ataku lub odrzucenia?
Czy, kiedy druga osoba pokazuje swoją wrażliwość – Ty zostajesz, czy się wycofujesz?
Bezpieczeństwo nie oznacza braku konfliktów, ale to, że konflikty nie niszczą, tylko uczą.
Nie chodzi o to, żeby się nie różnić. Chodzi o to, żeby móc się różnić – bez przemocy, sarkazmu, pasywnej agresji.
Bezpieczna relacja to taka, w której wiesz, że możesz coś powiedzieć, a druga osoba nie użyje tego później przeciwko Tobie.
To miejsce, gdzie nie musisz grać. Gdzie nie boisz się pomylić.
Gdzie słowa nie są wykorzystywane jak broń, tylko jak most.
To także przestrzeń, gdzie możesz swobodnie powiedzieć NIE.
Jak to budować?
Zacznij od siebie.
Od wzięcia odpowiedzialności za swoje emocje, swoje potrzeby, swoje słowa i swoje czyny.
Od wyrażania siebie: „Jestem teraz wrażliwy/wrażliwa, to dla mnie ważne, to mnie boli” – zamiast „To przez ciebie znowu czuję się źle!”.
Od słuchania nie po to, żeby odpowiedzieć, ale po to, żeby zrozumieć.
Od gotowości do przeprosin – nie dlatego, że „muszę”, tylko dlatego, że widzę, jak moje zachowanie wpłynęło na drugą osobę.
I od cierpliwości. Bo bezpieczeństwo w relacji nie rodzi się w tydzień.
To coś, co się buduje, dzień po dniu, gest po geście, rozmowa po rozmowie.
Ludzie, którzy dają poczucie bezpieczeństwa, mają je w sobie.
Dlatego, zanim zapytasz, jak sprawić, by ktoś Ci zaufał – zapytaj siebie, czy sam/a jesteś gotów/gotowa być miejscem bezpiecznym.
Bo to właśnie w tym, co niewidzialne – w tonie głosu, w spojrzeniu, w tym, jak słuchasz i reagujesz – rodzi się to, co potem nazywamy „dobrą relacją”.

