NAJNOWSZE WARSZTATY W RAMACH SINGLOWEGO KLUBU RANDKOWEGO:
KATOWICE, WROCŁAW, KRAKÓW, WYJAZDY SINGLOWE

Barbie, reż. Greta Gerwig – życie jest kreacją

Nie wyobrażam sobie świata bez Barbie.

Z całym jej plastikowym przegięciem i nierealnością generowanego obrazu kobiecości. Barbie pojawiła się jako silna kontra dla lalek, na których dziewczynki mniej lub bardziej świadomie przyuczały się do odgrywania w przyszłości roli matki. Seksowna, ekstrawagancka, zorientowana na siebie i swoją przyjemność niosła ze sobą przekaz, że kobieta jest czymś więcej niż osobą na służbie społecznych oczekiwań.

Przewrotne są jednak tego typu ideologiczne wyzwolenia.

Bardzo szybko Barbie zastąpiła obraz kobiety jako kury domowej, obrazem kobiety jako trofeum, ociekającym niemożliwą do osiągnięcia doskonałością.

Wedle moich wspomnień, rozkosznie było się pławić w tym słodko, kiczowatym świecie generowanym przez Barbie. Pastwić nad Kenem, któremu udawało się wykręcić tors, prowadząc do rozczłonkowania górnej i dolnej partii ciała. Nie znam żadnej dziewczynki w swoim wieku, która bawiąc się Barbie uważałaby Kena za jakkolwiek znaczącą postać. Kenem się poniewierało, nie myśląc zupełnie o szerszym wymiarze stosunków damsko-męskich. Skąd wiedziałyśmy, że Ken to nic nieznaczący sługus, oślepiony czarem Barbie? Nie mam pojęcia. Być może relacje władzy są czymś, co przyjmuje się w sposób mocno intuicyjny. Skoro to Barbie była królową, skoro jej świat skupiał się na budowaniu kontaktów towarzyskich z koleżankami, to czym innym mógł być Ken jak kimś, kto jedyne co może zrobić, to starać się wkupić w łaski, by zyskać przynajmniej złudzenie posiadania znaczenia.

Okrutne. Ale nikt nie powiedział, że dziecięce zabawy pozbawione są niewinności.

Film Grety Gerwig doskonale obnażył to, co zapewne działo się w milionach domów. Cały proces pełnej zemsty socjalizacji dziewczynek do świata, w którym mężczyźni zostają upokorzeni i sprowadzeni do parteru po latach dominacji, ograniczania kobiecych praw i marginalizacji ich roli.

Na samym początku dowiadujemy się, że Ken istnieje po to, aby Barbie na niego spojrzała. Bycie jako bycie postrzeganym, w pewnym uproszczeniu filozofii Berkeleya – to właśnie jest kwintesencja Kena. Ken sam nie wie, że jest dopóki nie przeglądnie się w oczach Barbie. Barbie nie może stwierdzić istnienia Kena dopóki nie skieruje na niego pełnego pobłażliwości wzroku. Ta patologiczna damsko-męska dynamika została w filmie doskonale uwypuklona i ironicznie sparafrazowana.

To, co jest nieodłączną częścią uciskania i bycia uciskanym, to moment, w którym następuje przewrót. W filmowej historii wydarza się on w momencie, gdy Ken w pogoni za Barbie trafia do ,,prawdziwego świata” – świata patriarchatu. Zaczyna dostrzegać, że mężczyźni są ważni. To mężczyźni i konie sprawują faktyczną władzę. Ta ożywcza perspektywa pozwala mu przeobrazić się z płaczliwego popychadła w ociekającego maczyzmem Rambo – i pod nieobecność Barbie dokonać rewolucji polegającej na odzyskaniu właściwego statusu.

Długo można byłoby rozkładać ten film na czynniki pierwsze i analizować wybrane wątki, które mnożą się z minuty na minutę i wchodzą ze sobą w polemikę. Jest to dla mnie ciekawe, jak wiele tematów zostało poruszonych w tym z pozoru niepoważnym obrazie. Potencjał krytyczny całości oceniam jako wysoki, chociaż oczywiście można się mocno spierać, co do wydźwięku poszczególnych scen oraz tego, czy film nie wpada w pułapkę, której usiłuje uniknąć.

To, co jednak uważam za kluczowe to pojawiający się pod koniec monolog, skierowany do zwabionej prężnie nakręconą PRowo machiną rzeszy dziewczynek – taka, jaka jesteś, jesteś wystarczająca. A także przekaz wynikający z pełnej perypetii drogi Kena w budowaniu swojej męskości – taki, jaki jesteś, jesteś wystarczający.

Jest to pewien paradoks, że Ci, którzy na co dzień wywołują w nas wrażenie wręcz przeciwne, generują pragnienia, zasilające ich portfele, zapraszają do kina, aby powiedzieć, że w sumie to wcale nie musimy być bardziej niż jesteśmy. Cóż za kapitalistyczna obłuda, ubrana w paraintelektualną, nonszalancką, a jednak nieco wzruszającą opowieść.

Czy to źle? Czy to jakaś społeczna wariacja greenwashingu? Wybielanie wywoływanego w świecie społeczno-kulturowym spustoszenia poprzez obnażanie mechanizmów wytwarzania zniewalających nas narracji?

Nie wiem, być może. Można byłoby ten film złośliwie wyrzucić do kosza, ogłaszając kolejnym komercyjnym farmazonem.

Jednak jak dla mnie, to jest bardzo ważny obraz. Taki, który wychodzi naprzeciw widzowi, aby budować jego świadomość i poprzez dostarczenie zbioru danych, zaprosić do rozmowy. Przynajmniej próbujący uczynić z niego partnera, a nie naiwną ofiarę kulturowego przemysłu. Nawet, jeśli jest to chwilowa iluzja gotowości do dialogu, ja zdecydowanie biorę ją za dobrą monetę.

I cieszę się, że Greta Gerwig wraz z pomysłodawczynią Margot Robbie, uparcie dążyły do tego, aby wraz z Mattelem zrobić Barbie.

Podziel się:

Autorka:

Picture of Karolina Habryło
Karolina Habryło

Już teraz ruszyły zapisy na najnowsze warsztaty dla singli, w ramach Singlowego Klubu Randkowego!

Zobacz inne wpisy: