Moje koty najprostszą rzecz potrafią uczynić przedmiotem niesłychanej ekscytacji.
Wystarczy, że na podłogę spadnie gumka recepturka, a reakcja jest mniej więcej taka, jakby na środku kuchni pojawił się przybysz z nieznanej planety.
Dokonany zostaje uroczysty obchód, z zachowaniem odpowiedniego, bezpiecznego dystansu. Przecież nie wiadomo, jak ten dziwaczny obiekt się zachowa. Należy więc go z każdej strony zbadać, uważnie oglądnąć, lekko zwąchać. Później ewentualnie można wyciągnąć łapę.
I pacnąć.
Pacnąć jest rzeczą rozumną. Pacnąć oznacza: wejść w kontakt, ale na własnych zasadach. Pacnąć to mieć władzę.
Dlatego leżąca na podłodze gumka zostaje pacnięta, a gdy nie wykonuje zwrotnie żadnego ruchu…
Wtedy się zaczyna.
Przerzucanie, podskakiwanie, podgryzanie, tarzanie. Pełna zabawa. Niczym nieskrępowana radość wzięcia w posiadanie. Momentami przerywana bezruchem wywołanym skupieniem uwagi na czymś innym.
Wszystko jest bardziej jak jest się kotem. Bardziej atrakcyjne i bardziej niespodziewane. Bardziej soczyste i bardziej interesujące.
Czego więc można nauczyć się od kota?
Przede wszystkim, świadomego i czujnego wchodzenia w kontakt z… właściwie czymkolwiek.
Ze światem ożywionym i nieożywionym.
Z tym, co nam się jawi.
Poza tym, nowego spojrzenia na to, co stare. Kreatywnego funkcjonowania, które nie pozwala tkwić w poznawczej rutynie.
Ćwiczenie, do którego zapraszają koty to odkrywanie potencjalnych zastosowań dla rzeczy, wbrew ich utartemu przeznaczeniu. Nie potrzeba żadnego dodatkowego kursu ani szkolenia, a trening mentalny jest w toku, jeśli tylko podąża się za kotem.
A na koniec koci eksperyment myślowy.
Wyobraź sobie, że właśnie jesteś w drodze na zakupy spożywcze. Masz za zadanie kupić śmietanę 18% do zupy.
Czym się kierujesz? Marką? Ceną? Pierwszeństwem ustytuowania produktu na półce? Poleceniem?
A gdyby tak, decydując o wyborze śmietany, dokładnie ją oglądnąć. Zbadać strukturę plastikowego pudełka. Rozpoznać ramy wieczka. Pogładzić delikatnie etykietkę.
Jaka ona jest? Zimna czy ciepła? Szorstka czy gładka? Twarda czy miękka?
Brzmi dziwnie? Zapewne. W końcu, po co się nad tym zastanawiać.
Po nic. Nie chodzi o to, aby godzinę kontemplować śmietanę w supermarkecie.
Chodzi o to, aby uważnie po nią sięgnąć i na jej przykładzie zacząć uczyć się świadomego doświadczania rzeczy.
Tylko tyle i aż tyle.

