Czasem nie rozumiem idei tłumaczeń tytułów filmów. Tak jest w tym przypadku.
,,Decision to leaveˮ w polskiej wersji kinowej pojawił się jako ,,Podejrzanaˮ.
Nie przeczę, że wokół relacji podejrzanej (Lee Jung-hyun) i detektywa (Jang Hae-joon) zbudowana została cała opowieść.
Nie zmienia to faktu, że prawdziwa akcja toczy się zupełnie gdzieś indziej. Można powiedzieć, że zbrodnia jest dla niej jedynie pretekstem.
To, co niezmiennie zachwyca w filmach Park Chan-wooka zasadza się na ogromnym wyczuciu detalu. Na próbie uchwycenia nieznacznego drżenia powieki i stłumionego westchnięcia, które niosą informacje o tym, co dzieje się w warstwie niewerbalnej.
Wątek kryminalny sugeruje, że napięcie zbudowane zostanie wokół pytania ,,kto zabił?”. Jednak w tym przypadku narasta ono stopniowo, między głównymi bohaterami, jako niedopuszczone do głosu uczucie.
Nie do końca rozumiemy, co dzieje się między tym dwojga. Razem z nimi balansujemy na granicy wyparcia, nie chcąc albo nie mogąc dopuścić do siebie myśli, że być może chodzi o miłość. Nieoczekiwaną, nieracjonalną, pełzającą po cichu, miłość.
Coś tu ewidentnie prosi o bycie zaopiekowanym. Jakaś bardzo ważna emocja.
Jednocześnie, bezsenność, która może symbolizować nieustannie czuwający umysł, nie pozwala wejść w ciało, by usłyszeć, co stara się ono zakomunikować.
W końcu w małżeństwie Jang Hae-joon wszystko jest jak należy. Regularny seks. Rozmowy. Wzajemna troska. Doskonale opatentowany sposób na współdzielenie codzienności. Czemu mężczyzna miałby się zakochać w… podejrzanej?
Niechciane uczucie wzbiera niczym morze, w którym ostatecznie rozpływa się cały ten nigdy w pełni niewydarzony romans.
Absolutnie ujmuje mnie muzyka. Często myślę o scenie, w której Jang Hae-joon ściga uciekającego przestępcę. W pewnym momencie ląduje na dachu budynku, a cała sekwencja jego ruchów zgrywa się z lecącym w tle motywem.
Rzadko aż tak bardzo skupiam się na warstwie dźwiękowej filmu. Tym razem mam poczucie, że wsłuchując się w muzykę jestem w stanie rozczytać i w pewien sposób doświadczyć tej nieoczywistej historii. Wynieść z niej wrażenie, które na potrzeby tego wpisu mogłabym ująć w ramy trzech refleksji.
Pierwsza z nich odnosi się do tego, co nadal w pewien sposób mnie zaskakuje, a więc, że nie do wszystkiego da się dojść przemierzając cierpliwie drogę rozumu.
Tak odbieram całe prowadzone przez głównego bohatera dochodzenie. Niezależnie od umiejętności, doświadczenia i wiedzy, wciąż mierzy się on z nierozwiązanymi sprawami. Chociaż śledztwa zostały zamknięte, nadal usiłuje znaleźć odpowiedzi.
Może jednak istnieją takie sprawy, które wymykają się poznaniu i jakiemukolwiek pojęciu. Może czasem, jedyne co można zrobić, to zostawić je i przyjąć właśnie takie ̶ niewyjaśnione?
Druga związana jest z pierwszą i zasadza się na odpuszczaniu. Na odchodzeniu, zostawianiu, wypuszczaniu z rąk. Na wszelkiego rodzaju ruchach, które są przeciwnością zafiksowania i uporu, aby zdarzenia, relacje i to, co przynosi życie, ujarzmić pozorną kontrolą.
,,Desicion to leaveˮ zachęca do przyjęcia perspektywy podążania za tym, co jest, jakiekolwiek by to nie było. Z zaufaniem do procesu, bez obsesyjnej próby poskromienia go i dostosowania do swoich wyobrażeń.
Trzecia refleksja odnosi się do sprawy pozornie błahej.
Jakkolwiek ciekawie jest uczestniczyć w grze pomiędzy głównymi bohaterami i obserwować całą dynamikę ich relacji, w mojej głowie pojawia się pytanie: a gdybyście porozmawiali?
Porozmawiali wprost?
Nie byłoby filmu, tak to jest argument.
Traktując jednak ten obraz jako pretekst, myślę sobie, że wyjście z własnej głowy i spotkanie się ze światem drugiej osoby, którą obudowuje się fantazjami, w wielu momentach wyzwala i odciąża.
Brzmi prosto, a proste nie jest.
Czasem, tak jak u Park Chan-wooka ta rozmowa wydaje się niemożliwa. Nie zostaje rozważona nawet jako ostateczność. A gdy jest na nią gotowość, ginie pośród rozbijających się o skały fal morza, a więc tych zalewających emocji, które są zbyt gwałtowne i nagłe, by móc się z nimi uporać.
Zdjęcie w tle autorstwa:
Karolina Laderska, Gran Canaria, 2022

